IMITACJE, PODRÓBKI I PIRACTWO W MANDZE I ANIME

150 milionów kopii; 39,6 mld jenów (364,67 mln $) sprzedanych biletów w box office; 28,7 miliona widzów.


Wszystkie powyższe liczby odnoszą się do Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba. Odkąd manga zadebiutowała w Weekly Shonen Jumpie w lutym 2016 roku, to dark fantasy przyciągnęło wiele uwagi opinii publicznej, w tym firm. Dydo Drinco, japońska firma produkująca napoje, wypuściła w październiku 2020 roku limitowaną edycję kawy w puszkach z projektem Demon Slayer i sprzedała 50 milionów drinków w ciągu zaledwie trzech tygodni. Ostateczne zyski Dydo w styczniu 2021 r. wyniosły 3,2 mld jenów (29,5 mln $) - 180% zeszłego roku w tym samym okresie.

Kawa w puszkach Dydo z wzorem Kimetsu

Źródło: DyDo


Nie trzeba dodawać, że tak niezwykły sukces przyniósł posiadaczom praw majątkowych ogromne bogactwo. Ogólnie rzecz biorąc, stosunek opłat licencyjnych dla mangaków pracujących dla japońskich wydawców wynosi 10% od każdej sprzedanej kopii. Według przybliżonych szacunków twórca Demon Slayer, Koyoharu Gotouge, zarobił 5 mld jenów (46 mln $) na samej sprzedaży komiksów. Pewien redaktor komiksów skomentował, że dochód SHUEISHY z całej serii Demon Slayer musi wynosić co najmniej 50 mld jenów (460,4 mln $).


Jak na ironię, to „fenomen Kimetsu no Yaiba” wysunął podstawowy problem piractwa na pierwszy plan w publicznej percepcji. 18 lutego SHUEISHA wydała oficjalne oświadczenie potwierdzające ich wiedzę o niektórych sprzedawcach, którzy wystawiali nieautoryzowane komiksy na internetowych rynkach, takich jak Amazon i Merucari. Warto zauważyć, że w dzisiejszych czasach takie przypadki jak ten, w których nielegalna fizyczna manga jest rozpowszechniana publicznie, są rzadkie i generalnie mają miejsce tylko wtedy, gdy księgarnie nie mają wystarczających zapasów. Co więcej, księgarnie zazwyczaj zamawiają w wystarczająco dużych ilościach u średnich sprzedawców i wydawców, że nawet najlepiej sprzedające się tytuły, takie jak One Piece, nie mają tego problemu. Jednak popyt na mangę Demon Slayer okazał się naprawdę wyjątkowy, w wyniku czego dziesiątki japońskich księgarń umieściło wyprzedane ogłoszenia przy wejściach. W rezultacie nielegalni dystrybutorzy oznaczali tych, którzy nie mogli dostać w swoje ręce kopii, jako opłacalny cel i używali platform e-commerce do sprzedaży zeskanowanej mangi. W odpowiedzi na tę sytuację SHUEISHA poprosiła swoich partnerów biznesowych o współpracę w celu usunięcia pirackich kopii mangi.

Ostrzeżenie dotyczące pirackiej mangi Kimetsu

Źródło: @jump_henshubu


Należy zauważyć, że handel elektroniczny odgrywa bardzo ważną rolę w utrzymaniu piractwa w Japonii. W październiku 2020 roku policja prefektury Ibaraki aresztowała mężczyznę, który sprzedawał pirackie płyty DVD z Kimetsu no Yaiba w witrynach handlu elektronicznego. Dochodzenie ujawniło ukryty kanał dystrybucji między Japonią a Malezją. W tym samym miesiącu tokijska policja metropolitalna znalazła nieautoryzowane figurki i etui na smartfony na internetowych aukcjach internetowych i aresztowała sprawcę, który przyznał, że kupił je w zagranicznych witrynach e-commerce i sprzedał ponad 200 klientom krajowym.


We wczesnych latach pięćdziesiątych japoński rynek mangi był pełen imitacji, podróbek i pirackich tomów. Ponieważ uważa się, że popyt na mangę w dużej mierze pochodzi od dzieci, duże firmy wydawnicze, takie jak KODANSHA czy SHOGAKUKAN, nie zdawały sobie wtedy sprawy z potencjału branży mangowej. W tamtych czasach głównymi dystrybutorami mangi byli mali wydawcy, wypożyczalnie mangi i dagashiya - lokalne sklepy ze słodyczami. Tomy mangi nazywano kashi-hon (wypożyczalnia) lub aka-hon (czerwona księga). Wyprodukowali i sprzedali tysiące kopii, w tym te, które wykorzystywały amerykańskie postacie z kreskówek Disneya i Hanna-Barbera. Nawet znany mangaka Osamu Tezuka rozpoczął swoją karierę zawodową jako twórca aka-hon. Wiele lat później Tezuka Productions, firma zarządzająca własnością intelektualną jego dzieł, nie podjęła żadnych kroków prawnych, gdy Król Lew Disneya został wydany w kinach, nawet gdy wielu krytyków wskazało na jego podobieństwa z jednym z dzieł Tezuki, Jungle Emperor Leo. Takayuki Matsutani, dyrektor generalny Tezuka Productions, skomentował nawet w San Francisco Chronicle, że „Tezuka byłby zachwycony, gdyby wiedział, że jego praca zainspirowała zespół Króla Lwa”. Musiał być świadomy, że niektóre prace Tezuki zostaną poddane kontroli, jeśli wrócą do sądu.

Pinokio od Osamu Tezuki

Źródło: Kodansha


Narodziny tygodników i niedzielnych magazynów w 1959 roku były niewątpliwie jednym z najważniejszych momentów w historii mangi, nawet dla wydawców, którzy wydawali pirackie tomy. Powszechna dostępność i niskie ceny cotygodniowych magazynów mangowych sprawiły, że stały się one podstawową formą rozrywki wśród dzieci. Kto kupiłby fałszywą mangę, gdyby można było kupić prawdziwą mangę za niską cenę? W rezultacie fałszywe, imitowane i pirackie tomy mangi stopniowo znikały z rynku naziemnego. Publikacje Kashi-honów zostały uznane za faktycznie martwe w późnych latach sześćdziesiątych.


Rzućmy okiem na ówczesną branżę anime. Kiedy pierwszy na świecie serial anime Astro Boy został wyemitowany w 1963 roku, piractwo przejawiało się głównie w merchandisingu. Ekonomiczny sukces serii w dużej mierze przypisano sprzedaży różnego rodzaju dóbr związanych z postaciami. Mushi Production, studio anime należące do Tezuki, odniosło sukces w uzyskaniu praw handlowych do Astro Boya. W efekcie przyniosło to ogromny przypływ dochodów do studia i jego pracowników. Nic więc dziwnego, że mniejsze firmy zabawkarskie i stacjonarne wskoczyły na modę. Jednak dochód, jaki Mushi Production otrzymywał z tantiem w tamtym czasie, był na tyle duży, że przeoczono sprzedaż nieautoryzowanych przedmiotów od bezimiennych firm.

anime Astro Boy

Źródło: tezukaosamu.net


Nie sposób mówić o historii japońskiego piractwa medialnego, nie wspominając o rynku komiksów w Korei Południowej. Pod dyktaturą Parka Chung-hee koreańscy wydawcy zostali zmuszeni do jak największego obniżenia cen swoich publikacji. W związku z tym, podobnie jak strony skanujące XXI wieku, ponownie wypuścili japońską mangę na rynek koreański w swoim własnym języku. Ponieważ publikacja japońskich treści została uznana za nielegalną w tamtych czasach, koreańscy wydawcy zmienili również historię i imiona postaci. Od lat sześćdziesiątych do wczesnych dziewięćdziesiątych opublikowano dziesiątki „fałszywych” koreańskich mang, które wywodzą się z japońskich.

Koreański fałszywy komiks oparty na mangach Slam Dunk i Ironfist Chinmi, wczesne lata 90

Źródło: obookstore


Związek między koreańską animacją a japońskim anime jest znacznie bardziej skomplikowany. Na przykład niektórzy krytycy wskazywali na podobieństwa między Mazingerem Z a Taekwon V, który został wydany w 1976 roku i był jedną z najwcześniejszych ikon w historii koreańskiej animacji. Chociaż reżyser Taekwon V przyznał, że jego twórczość ma wpływ Mazingera Z, stanowczo zaprzeczył plagiatowi. Mimo to koreańscy animatorzy wyraźnie mieli dostęp do japońskiego anime, nawet pod kontrolą informacji w tamtym czasie. Ponieważ Toei Animation i Tatsunoko Productions zleciły niektóre swoje prace podwykonawcom w Korei, jest całkiem prawdopodobne, że japońskie anime przynajmniej zainspirowało koreańskich animatorów w latach 60-tych i 80-tych. W 1998 roku rząd koreański w końcu dał zielone światło dla importu japońskiej mangi na rynek koreański. Dwa lata później oficjalnie zatwierdzono filmy anime.

Plakat Taekwon V, od lat 70-tych do 80-tych

Źródło: namu.moe


Należy zauważyć, że piractwo mangowe rozprzestrzeniło się nie tylko w Korei, ale także w innych krajach i regionach azjatyckich, takich jak Hongkong, Chiny, Tajwan i Tajlandia. Jednak japońscy wydawcy i firmy anime nie podjęli żadnych kroków prawnych przeciwko międzynarodowemu piractwu, uznając to za zbyt kosztowne i skupiając się zamiast tego na wysiłkach krajowych - aż do lat 90.


Podobnie jak inne firmy, rozwój internetu w połowie lat 90. miał ogromne reperkusje dla japońskich firm medialnych, zarówno pozytywne, jak i negatywne, z których niewielu w tamtym czasie rozumiało. Mimo to stopniowo zdawali sobie sprawę z rosnących możliwości dla swoich nieruchomości na rynku międzynarodowym. W 1996 roku film anime Mamoru Oshiiego - Ghost in the Shell dotarł na szczyt listy sprzedaży wideo Billboardu, stając się pierwszym japońskim medium, które to zrobiło. To był przełomowy moment dla japońskich twórców treści i producentów biznesowych. Niestety nie posiadali doświadczenia i wiedzy potrzebnej do dystrybucji swoich tytułów za granicą, ponieważ od dziesięcioleci koncentrowali się na rynku krajowym. Ogromny popyt zagraniczny na japońskie produkty medialne doprowadził do boomu w skanowaniu i nielegalnych witrynach dystrybucji anime z fanowskimi napisami. W 2000 roku powstała pierwsza nowoczesna grupa skanlacyjna - Mangascans. Sześć lat później grupa absolwentów Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley uruchomiła usługę znaną obecnie jako Crunchyroll, która udostępnia nieautoryzowane japońskie anime.


Dopiero w połowie 2000 roku właściciele praw majątkowych w końcu podjęli zorganizowane działania przeciwko tym nielegalnym stronom internetowym. W 2006 roku Copyright Network for Comic Authors in the 21st Century, grupa złożona z artystów mangi i wydawców chcących chronić swoje prawa własności intelektualnej, pozwała antykwariat internetowy „464.jp” za naruszenie praw autorskich. W tym samym roku powstała organizacja Digital Comic Council, będąca wspólnym wydawcą mangi, której celem jest badanie stron internetowych ze skanowaniem. W 2011 roku DCC uruchomiło przetłumaczoną usługę dystrybucji cyfrowej mangi „JManga.com”, aby konkurować z nielegalnymi witrynami internetowymi.

Członkowie Copyright Network for Comic Authors in the 21st Century i premier Junichiro Koizumi, 2004

Źródło: comicnetwork.jp


Niestety, nawet po dekadzie nadal grają w kotka i myszkę z administratorami tych stron. Nawet po zamknięciu słynnej witryny do przesyłania mangi „Mangamura” i aresztowaniu jej administratora, dostęp do podobnych usług online jest bardzo łatwy. Aby poradzić sobie z obecną sytuacją, japoński rząd zmodyfikował swoje istniejące prawo autorskie w 2020 roku. Zgodnie ze zmodyfikowanym prawem ci, którzy dobrowolnie i świadomie konsumują nielegalnie załadowaną mangę lub magazyny, zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Ponadto japoński sądownictwo wydało niedawno przełomowy wyrok: 31 marca Sąd Okręgowy w Tokio nakazał administratorowi serwera „strony spoilera” ujawnienie informacji o nadawcy po tym, jak mangaka Kengana Omegi oskarżył witrynę o przedruk wszystkich dialogów mangowych bez pozwolenia. Japońscy wydawcy oczekują, że ta decyzja będzie doskonałą bronią przeciwko tej nowej formie piractwa internetowego, która pojawiła się po zamknięciu Mangamury.


Jednak oczywiste jest, że postępowanie prawne przeciwko nielegalnym przesyłającym i użytkownikom nie wystarczy, aby poradzić sobie z problemem. W badaniu przeprowadzonym w 2019 r. przez Japońską Agencję ds. Kultury tylko 6,2% respondentów przyznało, że nielegalnie pobierali mangę, nowelki lub dokumenty. Jednak dane zebrane z badań samoopisowych często mogą być niewiarygodne. W rzeczywistości, w ramach techniki pośredniego przesłuchania opracowanej przez wspólną grupę badawczą Uniwersytetu Tsukuba, Uniwersytetu Tokijskiego i Uniwersytetu Waseda, 57,0% respondentów odpowiedziało, że konsumowali pirackie treści.


W przyszłości japońscy producenci treści mogą być zmuszeni do nawiązania nowych relacji z platformami udostępniającymi nieautoryzowane treści. Dobrym przykładem jest Crunchyroll, który w 2006 roku otworzył biuro w Tokio w celu nawiązania relacji z japońskimi właścicielami praw do treści. Firma zyskała uznanie jako międzynarodowy partner biznesowy wśród wydawców i firm anime. Wiele lat później Sony ogłosiło przejęcie Crunchyrolla za 1,18 mld $. Inne platformy streamingowe, takie jak Niconico i bilibili, również oficjalnie dystrybuują szereg anime na podstawie umowy z posiadaczami praw. Takie przypadki mogą utorować drogę japońskim posiadaczom praw własności do zarabiania na swoich mangach lub anime w XXI wieku.


Autor oryginału: Takumi Furusato

Przetłumaczył: Matt Predator


Takumi Furusato jest dyrektorem operacyjnym i badaczem LUDiMUS, japońskiej firmy konsultingowej dla partnerów z branży medialnej, która gromadzi informacje związane z treściami rozrywkowymi z całego świata, w tym z krajów rozwijających się

Wyróżnione posty
Ostatnie posty